Niedowiarek




Jestem niedowiarkiem, ponieważ nie wieżę w nic, czego nie widziałem na własne oczy. Różni próbowali mnie już przekonać, szczególnie do Boga, ale się nie dałem. Kiedyś zastanowiłem się, co bym zrobił na miejscu Boga, żeby przekonać samego siebie. Otóż zrobiłbym rzecz bardzo prostą. Poszedłbym do siebie i powiedział:
– Jestem Bogiem.
Ja bym odpowiedział:
– Akurat. To może pokażesz jakiś cud?
– Po co mam pokazywać? Cudem jest już to, że tu wszedłem.
Muszę przyznać, że zatkało mnie nieco. Rzeczywiście, drzwi zamknięte na zamek, aż poszedłem sprawdzić, trochę bojąc się zostawić na chwilę podejrzanego gościa samego, wiadomo, pieniądze itd. W oknach też kraty. Poza tym, pojawił się tak nagle. Poczułem strach. Wiadomo, jak trwoga to do Boga.
– Wierzysz teraz? – zapytał, kiedy wróciłem. Popatrzyłem na niego uważnie. Facet po pięćdziesiątce. Dość przystojny. Z siwą brodą, ale zadbaną. Typowy Bóg. Jak z obrazków w kościele. Tylko ta marynarka i spodnie mi do tego nie pasowały.
– Gdybym był w białej szacie, to byłbym bardziej wiarygodny? – zapytał ironicznie, odgadując moje myśli.
– No nie, – żachnąłem się – to na mnie nigdy nie działało. – Spojrzałem zdziwiony jego przenikliwością. No dobra, ale nie tak łatwo ze mną.
– Nie wiem jak tu wszedłeś, ale czy sprawienie jeszcze jakiegoś cudu, na moich oczach, nie sprawi waszej świątobliwości nadmiernego wysiłku? – dodałem w rewanżu.
– Co miałbym zrobić?
– Może polatasz trochę po pokoju.
Bóg uniósł oczy ku niebu. Rzeczywiście, nie było to zbyt wyszukane żądanie. Po chwili uniósł się, zatoczył w poziomie parę rund wokół stołu nieco teatralnie rozkładając ręce i wylądował zgrabnie z telemarkiem, którego mógłby mu pozazdrościć nawet Małysz. Moja pewność siebie została wystawiona na ciężką próbę. Ale może to jakaś sztuczka? Różne rzeczy w życiu już widziałem. Ci iluzjoniści są naprawdę nieźli. A później znajomi się będą ze mnie nabijać, że dałem się wkręcić. Na wszelki wypadek poruszałem ręką, sprawdzając czy nie ma tam jakiejś liny. Ale nie. Więc jeżeli sztuczka, to muszę przyznać, naprawdę boska. Musi jeszcze coś pokazać. W końcu korona mu z głowy nie spadnie. Co tam dla niego.
– Jeszcze jeden cud i załatwione – powiedziałem stanowczo.
Zgodził się bez wahania. Widać, to nic dla niego. I jak na Boga przystało, ma gest.
– Co tam znowu wymyśliłeś? – zapytał z ciekawością.
Ha. Więc jednak nie jesteś taki przenikliwy – triumfowałem w myślach.
– Moja żona zawsze chciała mieć większe cycki – powiedziałem praktycznie.
– Hm – pokiwał głową ni to z dezaprobatą, ni ze zrozumieniem – spodziewałem się czegoś gorszego.
Widocznie miał mnie za kompletnego bałwana. Po chwili pomyślałem, że to jednak nie był najlepszy pomysł. No bo jak ja to sprawdzę? Akurat musiała pójść do sklepu i to ledwie pięć minut temu, i może wróci za godzinę. Nie chciało mi się tyle tu z nim siedzieć. W tej chwili usłyszałem rumor w drzwiach.
Tomek!! – wrzeszczała już od progu. Wpadła do pokoju jak bomba, z obnażonym biustem, trzymając w rękach rozerwaną koszulę.
– Zobacz co mi się stało!! O! Przepraszam pana – zmitygowała się nagle widząc obcego. Nieudolnie próbowała zakryć nadmierne krągłości niedostatkiem materiału. Bóg spuścił nieco wstydliwie oczy. Podszedłem mimowolnie i obmacałem piersi, czy są prawdziwe. Chociaż przecież nie mogła sobie zrobić operacji plastycznej w pięć minut. Niezła robota.
– Może mi też mógłbyś coś powiększyć?